Ubezpiecz czego nie masz…

Do szpitala w jednym z polskich miast zgłosił się człowiek z zatrzaśniętą kłódką na genitaliach. W szpitalu zapanowała powszechna konsternacja, bowiem był to nietypowy pacjent z nietypowym „schorzeniem”.  Jak zwykle w takich nietypowych sytuacjach najpierw musiała interweniować straż pożarna, a szpital zajął się pacjent dopiero później. Zaczęto zastanawiać się co skłoniło nieszczęśnika, aż do takiego aktu desperacji? Jednym z powodów mogłą być sytuacja finansowa rodziny tego delikwenta, który w ten specyficzny dość sposób chciał dać wyraz swojej frustracji, związanej z sytuacją finansową wielu polskich rodzin /becikowe nie pomogło/. Były prezydent  wszem i wobec ogłosił,  że swój warsztat wyniósł już na strych. Ten obywatel najjaśniejszej RP, nie najstarszy w końcu, chciał w ten sposób zaprotestować przeciwko stale pogarszającej się sytuacji materialnej polskich rodzin. Społeczeństwo nam się starzeje, ponieważ młodym ludziom nie tyle brakuje motywacji do powiekszania rodzin, ale środków przeznaczonych na późniejsze wychowanie dzieci. Wiele ostatnio mówi się o pęczniejących kontach Polaków, mniej o zwykłej szarej codzienności. O bezrobociu, niespłacanych kredytach i pustych portfelach. W tej sytuacji konta osobiste, rachunki oszczędnościowe, lokaty, fundusze, czy ubezpieczenia, to temat tak odległy dla tych rodzin, tak abstrakcyjny, że  nawet o tym nie myślą.
- A jak mam myśleć o bankach i kontach w banku, kiedy najczęściej nie mam co do garnka włożyć? – pyta matka wychowująca czwórkę dzieci. Mąż pracuje dorywczo, ponieważ nie tak dawno stracił pracę. Ja nie pracuje, bowiem zajmuje się domem i dziećmi. Tymczasem nie tak dawno otrzymaliśmy z banku kopertę, a w niej pismo z propozycją ubezpieczenia. O ironio zaproponowano nam ubezpieczenie majątkowe. Tymczasem naszym jedynym majątkiem są nasze dzieci, które nie wiemy za co wyżywić nie mówiąc już o wykształceniu. Bank, a właściwie firma ubezpieczeniowa tego banku, prawdopodobnie wygrzebała gdzieś nasze dane, kiedy jeszcze mąż pracował, nieźle zarabiał, a my mogliśmy sobie pozwolić nawet na kredyt. Ale nawet wtedy ubezpieczenie majątkowe nie wchodziło w grę, bowiem, aż takiego majątku po prostu nie posiadaliśmy.
Jeszcze do niedawna banki zarzucały swoich klientów przesyłkami listowymi dotyczącymi kredytów – najczęściej kart kredytowych. Ta forma reklamy, mimo, iż nie sprawdziła się w 100 procentach, przysporzyła bankom wielu klientów. Na to samo banki liczą teraz  prowadząc akcję ubezpieczeniową. Teraz też, nawet nie sprawdzając sytuacji finansowej swoich byłych klientów zarzucają ich ofertami typu ubezpieczenie majątkowe, czy też ubezpieczenie na życie. Większość takich propozycji trafia do rodzin, które nie potrafią nawet związać koniec z końcem, nie mówiąc już o jakimkolwiek ubezpieczeniu. Brak wyczucia, profesjonalizmu, czy może zadziałał mechanizm? Prawdopodobnie wszystko razem wzięte.

Loading...

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.